Wysypisko odpadów w Kłopotowie znowu w ogniu!

W niedzielę o godz. 18.16 lubińska straż pożarna otrzymała zgłoszenie o pożarze składowiska odpadów w Kłopotowie. Ogień znajdował się na powierzchni ponad 100 metrów kwadratowych. Na miejsce wysłano dwanaście jednostek straży pożarnej w tym cysternę z Głogowa i jednostkę chemiczną w Legnicy. Cały Kłopotów i Miroszowice spowite zostały białym, gryzącym dymem, który na szczęście – co wykazały przeprowadzone badania – nie stwarza zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców.

Wstępne szacunki – mówią, że akcja może się zakończyć rano, ale czy ten optymistyczny scenariusz zostanie zrealizowany trudno na razie jednoznacznie stwierdzić. Strażacy cały czas są na miejscu i walczą z ogniem. To już czwarty pożar składowiska odpadów w Kłopotowie w ciągu ostatnich niespełna trzech lat. Ten z 2015 roku gaszono przez ponad tydzień. W międzyczasie trzykrotnie zmieniała się nazwa firmy, odpowiedzialnej za gromadzenie tam odpadów, choć wszystkie powiązane były z jednym właścicielem.

Dziś pojawił się przedsiębiorca, Grzegorz Przerywacz, który poinformował dziennikarzy i urzędników, że od dwóch tygodni jest nowym właścicielem składowiska.

– Oglądałem miejsce, w którym pojawił się ogień i nie mam wątpliwości, że było to podpalanie. Kto to zrobił? Nie wiem, ale wierzę, że policja znajdzie tę osobę – mówi Grzegorz Przerywacz.

Przypomnijmy, że przyczyną poprzednich pożarów prawdopodobnie także było podpalenie. Przed sądem w Lubinie toczy się proces dotyczący składowiska w Kłopotowie. Zdaniem prokuratury właściciel spółka R-Power nie zadbała o odpowiednie warunki składowania odpadów niebezpiecznych, doprowadzając do obniżenia jakości gleby, co stanowi zagrożenie dla  zdrowia mieszkających w sąsiedztwie osób.

Mieszkańców Kłopotowa i Miroszowic przeraził gęsty dym unoszący się nad wsiami, który dociera zresztą także do Lubina.

– Z przeprowadzonych przez jednostkę chemiczną badań wynika, że jego stężenie nie zagraża zdrowiu i życiu mieszkańców  – mówi Jacek Krajewski ze Centrum Zarządzania Kryzysowego Starostwa Powiatowego w Lubinie.

– Jak wykazały badania dym nie stanowi zagrożenia, ale jednak jest bardzo uciążliwy. Zwróciłem się do sołtysów Kłopotowa i Miroszowic, a także radnego Patryka Jarkowca, by skontaktowali się z mieszkańcami, uświadamiając ich o konieczności ograniczenia do niezbędnego minimum czasu przebywania na zewnątrz – mówi Tadeusz Kielan, wójt Gminy Lubin, który jako jeden z pierwszych pojawił się na miejscu pożaru.

Szef gminnego samorządu zadeklarował wsparcie i pomoc ze strony Urzędu Gminy, jeśli będą jej potrzebowali strażacy.

(MG/ FOT. MG/PAWEŁ GĘBALSKI – OSP KRZECZYN WIELKI/LUBIN.PL)