Bilans zysków i strat – rozmowa z wójtem Gminy Lubin Tadeuszem Kielanem

Były sukcesy, ale nie zabrakło także porażek i potknięć. Które z zadań można zapisać po stronie zysków, a które po stronie strat? Jaki będzie rok 2017? Na co liczyć mogą mieszkańcy, czego powinni się obawiać, a z czego cieszyć…

 

Czy rok 2016 – to dla Gminy Lubin dobry rok? Jakby go Pan ocenił w skali od 1 do 6?

Zdecydowanie dobry, a jeśli chodzi o ocenę to powinni ją wystawić mieszkańcy. Jeśli miałbym się o nią pokusić, to myślę, że – bez zbytniej próżności – zasługujemy na „piątkę”. Udało nam się zrealizować wiele potrzebnych i ważnych społecznie inwestycji. Myślę głównie o drogach, bo choć były to na razie tylko niewielkie ich fragmenty – wykonaliśmy ich kilkadziesiąt. Wiele udało się zrobić także w zakresie oświetlenia, wydatkowaliśmy na ten cel ponad milion zł. Ogrom pracy włożyliśmy w rozbudowę i remonty infrastruktury wodno-kanalizacyjnej poprzez budowę i przebudowę sieci oraz przepompowni ścieków. Rozpoczęliśmy wymianę wodomierzy, a co najważniejsze udało nam się ograniczyć straty produkowanej wody aż o kilkanaście procent. Obecnie przygotowujemy się do wymiany hydrantów, które w większości są niesprawne, co stanowi poważne zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców. Nasze założenia inwestycyjne wykonane zostały na poziomie 98 proc. Podsumowując rok 2016, patrzę na ostatnich 12 miesięcy z perspektywy tegorocznych wydatków, a to będzie budżet zdecydowanie inwestycyjny. Śmiało można powiedzieć, że wręcz historyczny, bo nigdy wcześniej w Gminie Lubin nie przeznaczono takich środków na inwestycje.

Ile według założeń budżetowych wynieść mają zadania inwestycyjne roku 2017?

22,5 mln zł przy budżecie wynoszącym 90 mln 848 tys. zł. To największy wydatek przyszłorocznego budżetu. Poprawiliśmy swój ubiegłoroczny rekord w zakresie wysokości środków przeznaczanych w Gminie Lubin na inwestycje dwukrotnie. Mimo tego powiększymy tę kwotę o kolejnych kilka mln zł z nadwyżki budżetowej. Wynika to z potrzeb, których jest naprawdę wiele. W każdej miejscowości mamy drogi gminne i wewnętrzne, które wymagają natychmiastowych działań. Chcemy partycypować w modernizacji dróg powiatowych.  Zadań jest wiele i chcemy się z nimi zmierzyć. By móc wyasygnować tak dużą kwotę na inwestycje niezbędny był kredyt, na który się zdecydowaliśmy. Wyniesie on 14 mln zł.

Czy gminny budżet udźwignie zobowiązanie kredytowe?

To była bardzo przemyślana decyzja, poprzedzona analizą finansową. Gminę Lubin stać na zobowiązanie w tej wysokości, kredyt mógłby być nawet trzykrotnie większy, bo nasza płynność finansowa jest bardzo dobra. Zdecydowaliśmy się jednak na kwotę, która zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju tzn. „bez zadyszki” pozwoli naszemu samorządowi spokojnie funkcjonować także w latach następnych. Większy kredyt pozwoliłby oczywiście w jednym roku zrobić dużo więcej, niż to co zaplanowaliśmy, ale za rok, czy dwa rozwój gminy jeśli nie zostałby całkowicie zahamowany, to na pewno bardzo by zwolnił.

Czy budżet 2017 r. jest sprawiedliwy, czy wszystkie miejscowości traktowane są jednakowo?

Oczywiście, że tak. Bez względu na to, czy miejscowość jest mała czy duża – żyją w niej mieszkańcy Gminy Lubin, a potrzeby są wszędzie. Różni się oczywiście skala wydatków, ale dzielone są w sposób równomierny. Prowadzę dla swoich bieżących potrzeb statystyki i one to potwierdzają.

Czy Gmina Lubin sięga również po środki zewnętrzne?

Złożyliśmy kilkanaście wniosków, dotyczących pozyskania środków zewnętrznych m.in.  unijnych na zadania realizowane na naszym terenie. Czekamy na rozstrzygnięcia. Dziś niestety wiemy już, iż mimo że nasz wniosek o dotację na modernizację drogi Kłopotów – Miroszowice został oceniony bardzo wysoko, nie możemy liczyć na dofinansowanie, ponieważ w ostatniej chwil rząd zmniejszył pulę środków na zadania w ramach tzw. „schetynówek” i wypadliśmy z listy. Pieniędzy z tego źródła nie otrzymał także powiat lubiński m.in. na modernizację gminnych dróg. To boli i pozostawia niedosyt.

Wracając do roku poprzedniego, co dało Panu największą satysfakcję?

Cieszy mnie, że mimo wielu poczynionych inwestycji, udało się zachować dotychczasowe status quo w zakresie wsparcia dla mieszkańców w postaci bezpłatnej komunikacji, dopłat do wody czy obniżenia podatków. Dla Gminy to koszt 10 milionów złotych w skali roku. Niemało, ale z drugiej strony – to jeden z nielicznych profitów, jakie daje mieszkańcom życie w bogatej gminie, bo taką bez wątpienia jest Gmina Lubin. Dopóki będzie nas na to stać, tę politykę będziemy kontynuować, ponieważ odczuwają ją we własnych portfelach nasi mieszkańcy.

A czego nie udało się zrobić, co spędza Panu sen z oczu? 

Od początku mojej pracy w Gminie Lubin najbardziej martwi mnie stan dróg, po pierwsze dlatego, że jestem drogowcem, a po drugie – jest to pięta achillesowa tej gminy. W tej materii miniony rok przyniósł dużo sukcesów, ale nie zabrakło także porażek. Do tych ostatnich zaliczam m.in. fakt, że nie udało się rozpocząć budowy ulicy Zagajnikowej i dróg do niej prostopadłych w Osieku. Niestety ciągle o te drogi „walczymy”, bo nie jesteśmy właścicielem gruntów . Poświęciliśmy tej sprawie wiele czasu i zaangażowania, włącznie ze zmianą planu zagospodarowania przestrzennego, by móc ją zakwalifikować do  publicznych dróg gminnych, co pozwoli nam skorzystać z tzw. specustawy i wykupić od właścicieli grunty nawet, jeśli nadal się będą temu sprzeciwiać.

Nie jestem także zadowolony z inwestycji na ulicy Koralowej w Oborze. Ma ona zaledwie 3 metry szerokości i auta nie są w stanie się tam minąć. W tej sprawie nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa i będziemy dążyć do jej poszerzenia.

Prawie 7 mln zł w tegorocznym budżecie Gminy Lubin przeznaczonych jest remonty dróg powiatowych. Gmina partycypować będzie w tym zadaniu na poziomie ponad 60 proc., choć to inwestycje, które leżą w gestii samorządu powiatowego.

Tego nie zaliczam do porażek, mogę wręcz powiedzieć, że jestem z tego zadowolony. Cieszę się, że nas na to stać, że możemy sobie na to pozwolić. W przypadku gdybyśmy nie zdecydowali się na współfinansowanie tych inwestycji, nie rozpoczęłyby się one przez najbliższych kilkadziesiąt lat, bo powiat nie ma takich pieniędzy. Są to najbardziej oczekiwane zadania w Gminie Lubin, których już nie tylko domagają się, ale o które błagają mieszkańcy. Myślę o powiatowych drogach  w Księginicach, Składowicach, Miłoradzicach, Raszówce, Niemstowie, Czerńcu i Szklarach Górnych. Bez naszych pieniędzy te inwestycje nie ruszą, a potrzeba ich wykonania jest wręcz paląca, tam od lat pięćdziesiątych nie robiono prawie nic.

Można powiedzieć, że Gmina Lubin pod względem infrastruktury drogowej zmienia oblicze?

Mam nadzieję, że tak. Nie prowadzimy oczywiście prac na taką skalę jak budowana – także na naszym terenie – S „trójka”, ale wierzę, że małymi kroczkami, krótkim odcinkami w wielu miejscowościach, za klika lat obudzimy się nowej, lepszej drogowej rzeczywistości Gminy Lubin.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Agnieszka Kanclerz (rozmowa opublikowana jest w najnowszym wydaniu Wiadomości Gminnych)